Marketing jest wszystkim i niczym jednocześnie.
Zupełnie jak człowieczeństwo.
Inżynier buduje coś fizycznego i dlatego wielu uważa, że to szlachetny zawód, dający ludzkości wartość dodaną.
W opinii wielu osób marketing to wciskanie kitu, bezsensowne wydawanie kasy i każdy się na tym zna.
A mimo to będąc z wykształcenia magistrem inżynierem elektronikiem zdecydowałem się pójść na kolejne studia i zająć się marketingiem. Widocznie zwariowałem, bo mogłem zamknąć się w czterech ściankach z komputerem i komunikując się monosylabami z otoczeniem programować strukturę logiczną w FPGA, stając się dla elektronów Bogiem, a dla działu HR geniuszem, a tymczasem wybrałem to, co przecież potrafią wszyscy, a więc marketing.
Pozostaje pytanie: dlaczego?
Fakty są takie, że łatwiej zmienić zawód niż charakter. Gdy okazało się, że pomimo studiów technicznych preferuję kontakty z ludźmi nad pracę maszynami, to kwestią czasu było podjęcie obowiązków w dziale marketingu czy sprzedaży. Zawsze byłem dobrym organizatorem, a po studiach technicznych nabrałem wprawy w planowaniu. Nigdy nie miałem problemu z komunikowaniem się a po politechnice nabrałem umiejętności szerokiego rozumienia wzajemnych zależności, zasad działania.
Lubię myśleć o sobie, że jestem człowiekiem renesansu. Uważam, że mogę pogodzić wiedzę techniczną z szerokim zainteresowaniem świata, który mogę zgłębiać dzięki marketingowi.
Moje ponad dwudziestoletnie doświadczenie zawodowe kształtowało się w firmach z branży informatycznej, a ostatnie kilka lat to niejako deja vu, gdyż JM elektronik, to firma z branży elektronicznej.
W świecie otaczających nas abstrakcyjnych startupów, aplikacji w chmurach, Internetów Rzeczy w psich obrożach, digital marketingu i fejsbukowych trenerów personalnych łatwo można odnieść wrażenie totalnego obłędu.
Daleki jestem od przypisywania sobie roli wszystkowiedzącego guru, ale cenię własną wiedzę i jeśli wydaje mi się, że coś dobrze rozumiem i umiem, to lubię zadawać trudne pytania, tym, którzy twierdzą, że wiedzą lepiej.
Śląskie Towarzystwo Marketingowe traktuję jako miejsce wymiany doświadczeń, w którym w bezpiecznych warunkach – przecież wzajemnie sobie niczego nie sprzedajemy – możemy wymieniać się doświadczeniami, wzajemnie ubogacać zawodowy warsztat.
Uważam, że dysponuję bogatym doświadczeniem zawodowym w dziedzinie marketingu i sprzedaży B2B. Moim chlebem powszednim jest content marketing, obsługa CMSów i budowa landing-pages, działania SEO/SEM, komunikacja i kampanie w Social Mediach, video-marketing, newsletter, badania NPS.
Jeśli dodać do tego planowanie i realizację klasycznych działań prosprzedażowych, jak badanie rynku, benchmarking, generowanie leadów (w tym telemarketing), organizację cyklicznych szkoleń dla Klientów i stoisk na targach, całą tą poligrafię produktową oraz ciągłe zapewnianie oryginalnych gadżetów dla Klientów, to wydaje mi się, że mam czym się podzielić w ramach Śląskiego Towarzystwa Marketingowego.
Równolegle do głównych działań zawodowych prowadziłem i prowadzę projekty szkoleniowe oraz edukacyjne w ramach studiów podyplomowych i warsztatów (Uniwersytet Ekonomiczny, Uniwersytet Śląski, Akademia WSB).
Do 2012 roku brałem udział w opracowaniu szeregu wniosków dotacyjnych dotyczących inwestycji oraz wsparcia eksportu.
3 szkolenia, które wywarły na mnie największy wpływ:
- Customer Centric Selling
- Extended DISC
- Target Account Selling
3 warsztaty zrealizowane z moim udziałem, które miały największy wpływ na uczestników:
- Inicjowanie sprzedaży i angażowanie uwagi kluczowych Klientów
- Podstawy SEO/SEM
- Realizacja i montaż krótkich form filmowych na potrzeby video-marketingu
PS.
Siłownia? – Nie.
W góry z Labradorem? – Tak.
Samolotem all-Inclusive? – Nie.
Samochodem „na własną rękę” pięć tysięcy kilometrów do Hiszpanii, Grecji, na Sycylię, do Turcji … – Tak.
Ogrody? tylko dla żony!